środa, 4 kwietnia 2012

Warsztaty szycia

W tym roku jakoś kompletnie nie czuję świątecznej veny. Choć podziwiam prace innych to sama odpuściłam sobie zajączki i kurczaczki jako przedmiot pracy.  Jakoś tak sama nie wiem kiedy te święta przyszły (na prawie przyszły). W zamian za to zafundowałam sobie krótki kurs szycia. Byłam na trzech popołudniowo -wieczornych spotkaniach z maszyną do szycia i fajnymi ludźmi przy okazji. Warsztaty zorganizowała Agnieszka Jackowiak z Hobby-Wełna, a prowadzącą była Magda Bojan.

Człowiek musi się ciągle kształcić, a ja bardzo chciałam nauczyć się szycia form przestrzennych. Nigdy nie szyłam torebek, kosmetyczek czy portfelików, a bardzo mnie to kręci, zwłaszcza w wydaniu patchworkowym.

Na ostatnich, wczorajszych zajęciach uszyłam pierwszą moją kosmetyczkę/przybornik z tkaniny lnianej. W środku, miedzy warstwami lnu znajduje się wypełnienie z polaru (bardzo polubiłam ten wkład, jest lekki, miękki, dobrze się pikuje, a po przepikowaniu nie usztywnia się nadmiernie, poza tym dobrze znosi pranie). Kosmetyczka jest przepikowana na maszynie na zwykłej stopce, różnymi kolorami nici.

Już znalazłam dla kosmetyczki zastosowanie. Na moim stole ciągle leżą różne przedmioty, które są za duże na to by je schować do pudełka z maszynowymi przydasiami, a kotka  ma je na oku, bawi się nimi, zrzuca, okupuje. Później szukam usilnie. Przybornik więc ma już swoje zadanie. Nie jest to może mistrzostwo świata, poza tym trzeba by jeszcze wszyć lamówki dla zakrycia nitek w środku, pomyśleć nad kieszonkami i przegródkami, ale jestem dumna, że już umiem coś takiego uszyć. Torebusia dostała jeszcze kokardkę :)








Pozdrawiam :)

wtorek, 27 marca 2012

Do pary

Skoro powstała jedna powłoczka na poduszkę, to dlaczego miałaby nie powstać druga. Skorzystałam z faktu, że i tak rozgrzebałam dwa kawałki tkaniny. Podusie mają wymiar 41x41 cm i są kolorystycznie kontrastowe, to co na jednej jest pomarańczowe, na drugiej jest turkusowe i na odwrót. Pikowanie z ręki na maszynie. Tył jest lniany, gładki, zapinany na zamek.

Myślę, że poduszki dobrze się ze sobą komponują. Bardzo podoba mi się połączenie bawełny i lnu. To zdecydowanie nie ostatnia praca łącząca te dwie tkaniny, choć len jest nieco trudniejszy w obróbce, to jednak efekt wart jest tej odrobiny poświęcenia ;)





Powłoczki są do kupienia. Zainteresowanych zapraszam na priv, adres e-mail jest w moim profilu. 

piątek, 23 marca 2012

Turkusowe pomarańcze - fresh quilting

Robótka z tych niezaplanowanych spontanów, jakie często mi się zdarzają. Zobaczę coś, wymyślę i czuję nagłą potrzebę zrobienia czegoś takiego już natychmiast.

Natchnieniem było dla mnie połączenie bawełny w żywych kolorach z lnem. Zobaczyłam na kilku stronach amerykańskich takie właśnie połączenie, przy czym len był tam łączony z określonymi kolorami bawełny, mocnymi turkusami, pomarańczami, zieleniami o raczej nieskomplikowanych deseniach, a nawet bez żadnego nadruku. Pikowanie do tego typu patchworków jest proste, po liniach, po przekątnych, lub takie dość gęste przeszycia równoległe proste lub falowane.

Takie patchworki mają specyficzny soczysty wyraz, więc nazywane są fresh quilting. Zresztą można odpuścić sobie len i ograniczyć się do samej bawełny a i tak będzie pięknie i energetycznie - tak w sam raz na przedwiośniu, żeby dodać sobie wigoru.

Przykładem fresh quiltingu niech będzie ten pokrowiec na maszynę do szycia, który znalazłam w jednej z amerykańskich książek - sama go jeszcze nie uszyłam, ale jest pociągający, moja maszyna chyba by nim nie wzgardziła ;).


Trzymając się tej konwencji uszyłam przód poduszki.
Użyłam trzech kolorów tkanin. Szaro-białego polskiego lnu (nevada 260g/m2) oraz dwóch kolorów, nieco grubszej i sztywniejszej niż zazwyczaj, niemieckiej bawełny.




Efekt końcowy bardzo pozytywnie mnie nastroił - o coś takiego właśnie chodziło. Jest energetycznie i wiosennie.




Tył też wygląda ciekawie. 


poniedziałek, 19 marca 2012

Skonczyłam, rozpoczynam...

Wczoraj pofastrygowałam kołderkę oraz poduszkę, nie obyło się niestety bez pokłutych palców - z naparstkiem na palcu czuję się jakbym miała rękawicę ;) Ale udało się pozszywać lamówkę, z fastygowaniem wychodzi o wiele lepiej.






Efekt bardzo mi się podoba, ale i wymagał niemało pracy.

Dziś rozpoczynam kolejną kołdrę. Wzór znalazłam tutaj 
Mam nadzieję, że nic się nie stanie, jeśli umieszczę tutaj zdjęcie (podając wszelkie możliwe źródła)


Autorką projektu jest młoda i bardzo zdolna dziewczyna o imieniu Jeni, której blogiem In Color Order
jestem wprost oczarowana.Autorka nie wygląda na więcej niż 20 lat, a tego co tworzy nie powstydziłaby się niejedna wytrawna krawcowa i artystka.

A oto mój zestaw tkanin i kolorów, tym razem będzie w beżach i zgaszonych pudrowych różach. Nad pikowaniem jeszcze pomyślę.



I jeszcze parę słów o kotce. Słyszałam niejednokrotnie, że psy, przede wszystkim duże, lubią pić wodę prosto z kranu. Wspinają się na tylne łapy, przednie opierają o zlew czy umywalke i piją. Ale kota pijącego wodę z kranu to ja nie tylko pierwszy raz widzę, ale i nigdy nie słyszałam o takim ewenemencie.

Moja kocica od jakiegoś tygodnia nie pije już wody z miski, tylko wskakuje na zlew i miauczy, czekając aż jakaś dobra dusza odkręci jej kran. Wtedy sobie chłepcze. Nie wiem skąd ona to ma, nikt jej nie uczył, nie zachęcał. Ot indywidualistka. Ale mając na uwadze, że koty bardzo lubią świeżą wodę, a już stojąca od kilku godzin w miseczce nie bardzo im smakuję, to uważam, że niezłą taktykę obrała. U nas woda jest bardzo smaczna, z głębinowego ujęcia, nie chlorowana , ja też ją lubię tak prosto z kranu, zwłaszcza latem, mniam :) .
P.s. Ranka Maszy już jest zagojona, i znów miałam szczęście, ekspresowa rekonwalescencja po zabiegu, bez kropli krwi czy innej cieczy z rany. Oczywiście szwy będą się rozpuszczać jeszcze przez pewien czas.

P.p.s. Byłabym zapomniała, wczoraj po pięknym wiosennym dniu, z temperaturą dochodząca do 22 stopni w cieniu, mieliśmy pierwszą wiosenną burzę :)

niedziela, 18 marca 2012

W trakcie...

Chociaż moja kołderka jeszcze nie jest skończona, to postanowiłam skorzystać z tego pięknego wiosennego słoneczka i ją opstrykać. Właśnie "zeszła" z ramy do pikowania. Muszę ją jeszcze oblamować. Wymiary to 100 na 140 cm, a inspirację znalazłam tutaj choć tu wzór jest ciut inny, ale ja lubię zmieniać i kombinować z projektami. Kołderka jest prosta, wzór geometryczny. Kolor na białym więc mój ulubiony.

Zatem dziś wieczorem, przy niedzieli, zasiądę przed komputerem, zapuszczę jakiś film i będę lamować :D
Ostatnio Asia pisała, że nie lubi lamować. Ja też nie lubię.  Jakoś mi to nie idzie od ręki i jestem zmuszona fastrygować lamówkę, co jest dla mnie stratą czasu. Ale z kolei jak idę na żywioł to mi wychodzą jakieś "baboki". Krzywo wychodzi, albo spód zjedzie, grrrryyy ;)






Z "odpadów", które pozostały po kołderce, powstała poduszka w kwadraciki, a właściwie, póki co przód poduszki.



W międzyczasie przybyły mi kolejne tkaninki. Tym razem przybyły z Niemiec.







 Amerykańska Tilda z polskiego sklepu Tkaninka.pl



A na koniec latający kot. Masza dostała dziś okno na świat, Chłop założył siatkę w oknie i kotka przez cały dzień siedzi na parapecie i obserwuje, nasłuchuję, wącha i chyba się zachwyca :) A w międzyczasie się wspina.

sobota, 10 marca 2012

Trochę wiadomości

W życiu, jak to w życiu, wiecznie coś się dzieje. W czwartek nasza kotka została wysterylizowana, wszystko przebiegło zgodnie z planem. Ma maleńką rankę na brzuszku i dziś już funkcjonuje normalnie, łącznie z wdzięcznym wskakiwaniem na meble.

Tak wyglądała wczoraj, 24 godziny po zabiegu


Oczka jeszcze troszkę zaspane, ruchy wolniejsze, ale bez żadnych większych perypetii.
 Jeśli ktoś powinien poddać swoją kotkę takiemu zabiegowi a obawia się, jak to będzie, to mogę powiedzieć, że na początku, po samym zabiegu wygląda to lekko nieprzyjemnie. Koty z zasady gorzej niż psy znoszą narkozę, wygląda to u nich ciut inaczej, a do tej pory miałam do czynienia tylko z  psami po różnych zabiegach pod narkozą.

Po 12 godzinach od zabiegu kotka chodziła "pijana", wpadając na różne przedmioty, miała nieobecny wzrok, często zapominała schować języczek i zasypiała w pół kroku - choć z samej narkozy była wybudzona już ładnych kilka godzin wcześniej. Ale już następnego dnia właściwie wróciła do normy, choć miała wolniejsze ruchy i była spokojniejsza. Noc też przespała, prawie, że bez przebudzenia. Więc nie było tak źle. Na szczęście moja pani weterynarz dokładnie opowiedziała mi jak to będzie wyglądało, więc się nie niepokoiłam widząc zataczającą się Maszę. Ale na szczęście już najgorsze za nami. Ranka jest w bardzo dobrym stanie, goi się bez żadnych wycieków czy opuchnięć. Kotka się raną w ogóle nie interesuje, co po moich doświadczeniach z suczkami, które obowiązkowo pchały nochale w rany, było dla mnie bardzo pozytywnym doświadczeniem.

Dziś upiekłam chlebek Wyszedł trochę niski, choć pulchny i dobrze wyrośnięty. Chyba mam za duże blaszki w stosunku do ilości ciasta. Następnym razem użyję półtorej porcji. Chlebek jest bardzo dobry, w smaku i konsystencji przypomina chlebki sprzedawane "na wagę" w sklepach z pieczywem np. Pod Strzechą.
Jest bardzo prosty w wykonaniu, ale nie będę podawać przepisu, gdyż do upieczenia chlebka potrzebne jest zakwaszone ciasto, na które nie mam przepisu. Zaczyn na pierwszy chleb dostałam od gobelinowej koleżanki - Ewy, która ten chlebek piecze regularnie już od dłuższego czasu. W środku oprócz pszennej i żytniej mąki znajdują się najróżniejsze ziarenka - dynia, słonecznik, siemię lniane, płatki owsiane, pszenne i jęczmienne oraz kminek dla smaku.




A kilka dni temu dostałam słodką przesyłkę z tkaninkami.



Z tej biało-żółto-niebieskiej powstają już kolorowe wiatraczki na niewielką kołderkę.


Więcej na ten temat w kolejnym poście. Pozdrawiam :)

wtorek, 6 marca 2012

Pora na pierwszą pełną kołdrę

Przepikowałam na ramie pierwszą wielgachną kołdrę. Wymiary 180 x 200 cm. Czas pikowania to ok 12-14 godzin, bez pośpiechu, uważnie. Wzór taki sobie średnio gęsty.



Poniżej zdjęcie przepikowanej tkaniny na wałku odbiorczym, widać tył.




A jak mi się pikowało? No na pewno wygodnie, choć to dość monotonne zajęcie, przynajmniej po połowie ;), ale nie narzekam, liście po nocach mi się nie śniły ;). Rama bardzo ułatwia pracę

Tak się prezentuje kołdra zaraz po uszyciu, właśnie ją zdjęłam z maszyny po obszyciu lamówką.





Moja psinka rekonwalescentka. Choroba cofnęła się prawie całkowicie, pies jest wesoły, urządza wiosenne harce i oby tak dalej. Pozdrawiam :)